Uroda

Nośniki w kosmetykach: liposomy, nanosomy, nanodyski i inne. Co naprawdę robią?

5 kwietnia, 2026
liposomy w kosmetykach

W kosmetykach dużo mówi się dziś o składnikach aktywnych. Retinol, witamina C, peptydy, ceramidy, kwas azelainowy. Tylko że sam składnik to jeszcze nie wszystko. Równie ważne jest to, w jakiej formie został podany i czy ma szansę dotrzeć tam, gdzie faktycznie ma działać. I właśnie tutaj wchodzą do gry nośniki. Czyli, mówiąc najprościej, małe „transportery”, które mają chronić składnik, poprawić jego stabilność i ułatwić kontakt ze skórą.

To ważne, bo skóra nie jest gąbką. Jej warstwa rogowa działa jak bardzo skuteczna bariera ochronna. Z jednej strony to świetna wiadomość, bo chroni nas przed utratą wody i czynnikami zewnętrznymi. Z drugiej strony oznacza to, że wiele substancji aktywnych ma naturalnie ograniczone przenikanie. Właśnie dlatego nowoczesna kosmetologia tak mocno interesuje się systemami nośnikowymi.

I od razu ważne zastrzeżenie: nośnik nie jest magiczną windą do „głębokich warstw skóry” dla wszystkiego, co włożymy do kremu. Dobra formulacja może poprawić stabilność, kontakt ze skórą, uwalnianie składnika i jego dostępność w naskórku, ale to nie znaczy, że każdy kosmetyk z hasłem „nano” automatycznie działa lepiej od klasycznej, dobrze zrobionej formuły.

Liposomy – najbardziej znany nośnik w kosmetykach

Jeśli miałaś kiedyś wrażenie, że słowo „liposomy” pojawia się wszędzie, to nie przypadek. To jeden z najlepiej opisanych i najdłużej stosowanych systemów nośnikowych. Liposomy są pęcherzykami zbudowanymi z fosfolipidów, czyli związków podobnych do tych, które tworzą błony komórkowe. Dzięki tej budowie mogą przenosić zarówno składniki lubiące wodę, jak i te lubiące tłuszcze.

W praktyce liposomy są cenione za kilka rzeczy naraz: mogą poprawiać stabilność wrażliwych substancji, wspierać ich kontrolowane uwalnianie, zwiększać kontakt składnika ze skórą i jednocześnie poprawiać nawilżenie. W badaniach i przeglądach naukowych często pojawiają się w kontekście antyoksydantów, witamin, peptydów i składników anti-aging.

Ale znów – bez przesady w obietnicach. Część danych pokazuje, że przenikanie nośników przez nienaruszoną barierę skórną może być ograniczone, a ich szczególna wartość bywa związana bardziej z depozycją w naskórku, działaniem w obrębie mieszków włosowych, poprawą stabilności i łagodniejszym dostarczaniem substancji niż z jakimś spektakularnym „wtłaczaniem” składników bardzo głęboko.

Nanosomy – termin naukowy czy marketingowy?

I tutaj robi się ciekawie. Bo „nanosomy” nie są tak jednoznacznym pojęciem jak liposomy. W części publikacji i materiałów branżowych nanosomy są opisywane jako bardzo małe liposomy, zwykle w zakresie nano. W innych źródłach wprost pojawia się informacja, że niektórzy producenci po prostu nazywają liposomy nanosomami. Innymi słowy: to słowo bywa używane bardziej marketingowo niż ściśle naukowo.

Dlatego ja do określenia „nanosomy” podchodziłabym spokojnie. Samo hasło na opakowaniu jeszcze nie mówi, czy mamy do czynienia z realnie dopracowanym systemem nośnikowym, czy po prostu z atrakcyjnie brzmiącą nazwą. W praktyce dużo ważniejsze są: rodzaj nośnika, składnik aktywny, stabilność formuły, opakowanie i to, czy producent pokazuje jakiekolwiek dane potwierdzające skuteczność.

Etosomy i transferosomy – bardziej elastyczni kuzyni liposomów

Jeżeli klasyczne liposomy są najbardziej znane, to etosomy i transferosomy należą do tych bardziej zaawansowanych systemów, które powstały po to, żeby lepiej radzić sobie z barierą naskórkową. Etosomy zawierają etanol, który zwiększa elastyczność układu i może ułatwiać przenikanie przez warstwę rogową. Transferosomy z kolei są projektowane jako bardzo elastyczne pęcherzyki, które lepiej dopasowują się do mikrostruktur skóry.

W literaturze naukowej etosomy i transferosomy są opisywane jako obiecujące systemy dla składników, które w klasycznej formulacji mają problem ze stabilnością albo przenikaniem. W kosmetykach i dermokosmetykach pojawiają się m.in. przy antyoksydantach, witaminach czy składnikach rozjaśniających. To jednak nadal obszar, w którym obietnice marketingowe często wyprzedzają poziom danych dostępnych dla zwykłego konsumenta.

Niosomy – podobne do liposomów, ale nie z fosfolipidów

Niosomy są pęcherzykami przypominającymi liposomy, ale tworzy się je głównie z niejonowych surfaktantów, a nie klasycznych fosfolipidów. Z punktu widzenia formulacji mają jedną dużą zaletę: bywają bardziej stabilne i mniej podatne na problemy, które ograniczają klasyczne liposomy, np. utlenianie czy wyższą wrażliwość formulacyjną.

To jeden z tych nośników, który dla laika brzmi egzotycznie, ale dla formulacji ma sens. Niosomy mogą przenosić zarówno substancje hydrofilowe, jak i lipofilowe, a badania wskazują na ich potencjał w poprawie stabilności składnika i zwiększaniu szybkości absorpcji przez skórę.

Nanoemulsje – nie pęcherzyki, tylko bardzo drobne kropelki

Nanoemulsje często wrzuca się do jednego worka z liposomami, ale to nie jest to samo. Nanoemulsja to układ bardzo drobnych kropelek, zwykle oleju w wodzie albo wody w oleju, a nie pęcherzyk z błoną jak w liposomie. W kosmetykach są cenione za lekką konsystencję, dobrą rozsmarowywalność, przyjemne odczucie na skórze i możliwość skutecznego przenoszenia składników lipofilowych, czyli takich, które słabo lubią wodę.

To właśnie dlatego nanoemulsje tak dobrze sprawdzają się np. w serum, lekkich kremach, produktach anti-aging czy kosmetykach z antyoksydantami. Dla użytkownika ich największą zaletą bywa nie tylko „technologia”, ale też po prostu komfort używania: szybko się rozprowadzają, często nie obciążają skóry i mogą poprawiać dostępność składników aktywnych.

SLN i NLC – lipidowe nośniki dla składników wrażliwych

Kolejna ważna grupa to SLN (solid lipid nanoparticles, czyli stałe nanocząstki lipidowe) oraz NLC (nanostructured lipid carriers, czyli nanostrukturalne nośniki lipidowe). To rozwiązania szczególnie ciekawe wtedy, gdy chcemy chronić składnik aktywny przed światłem, tlenem czy innymi czynnikami destabilizującymi. W literaturze opisuje się je jako przydatne m.in. dla antyoksydantów i innych wrażliwych substancji stosowanych miejscowo.

Ich dodatkową zaletą może być tworzenie na skórze delikatnego filmu, wspieranie nawilżenia i kontrolowanego uwalniania składnika. To właśnie dlatego tak często pojawiają się w tekstach o nowoczesnych dermokosmetykach.

Cyklodekstryny – mniej efektowne z nazwy, bardzo sensowne technologicznie

Cyklodekstryny nie są tak sexy marketingowo jak liposomy, ale technologicznie są naprawdę ciekawe. To cykliczne polisacharydy, które potrafią tworzyć kompleksy z różnymi cząsteczkami. W praktyce oznacza to, że mogą poprawiać rozpuszczalność, ograniczać lotność niektórych substancji i zwiększać ich stabilność np. wobec światła i tlenu.

Dla kosmetyku to bardzo konkretna korzyść: składnik aktywny albo zapach może być lepiej chroniony i bardziej przewidywalny w formulacji. To przykład nośnika, o którym rzadko mówi się w reklamach, ale który z punktu widzenia technologa naprawdę robi robotę.

Cubosomes i nanodyski – bardziej nisza niż codzienność

Cubosomes to nanostruktury wywodzące się z ciekłych kryształów lipidowych. Mają dużą powierzchnię właściwą i są badane jako obiecujące nośniki dla składników kosmetycznych i dermatologicznych. To ciekawy kierunek, ale nadal zdecydowanie bardziej „technologiczny” niż konsumencko rozpoznawalny.

Nanodyski są jeszcze bardziej niszowe. Aktualne publikacje pokazują, że to obiecująca platforma dla miejscowego dostarczania substancji i kontrolowanego uwalniania, ale dziś są one dużo bliżej obszaru badań i zaawansowanych zastosowań topical drug delivery niż standardowego kremu stojącego na półce drogerii. Czyli: temat bardzo ciekawy, ale jeszcze nie taki, który przeciętny użytkownik kosmetyków powinien traktować jako codzienny standard rynkowy.

A co z bezpieczeństwem?

W Unii Europejskiej temat nanomateriałów w kosmetykach nie jest pozostawiony sam sobie. Obowiązują wymogi dotyczące zgłoszenia produktu, oceny bezpieczeństwa i oznakowania składników występujących w formie nanomateriałów. Komisja Europejska wskazuje też wprost, że takie produkty podlegają szczególnym zasadom, a nazwa składnika będącego nanomateriałem powinna być na liście INCI oznaczona słowem „nano” w nawiasie.

Jednocześnie warto pamiętać, że nie każdy system nośnikowy automatycznie oznacza „nanomateriał” w sensie prawnym. Unijna definicja odnosi się do materiałów nierozpuszczalnych lub biotrwałych, celowo wytworzonych, w skali 1-100 nm. Tymczasem same liposomy mogą występować w rozmiarach od nanometrów aż do mikrometrów. To oznacza, że słowo „liposom” i słowo „nano” nie zawsze są prawnie oraz technologicznie tym samym.

Jak to czytać jako konsumentka?

Najprościej tak: nośnik nie jest celem samym w sobie. To narzędzie. Ma sens wtedy, gdy rozwiązuje realny problem formulacyjny, na przykład poprawia stabilność witaminy C, chroni retinoid, zwiększa komfort stosowania drażniącego składnika albo pozwala lepiej rozprowadzić antyoksydant w formule.

Dlatego przy zakupie nie patrzyłabym tylko na hasło „liposomalny”, „nano” czy „nanosome technology”. Patrzyłabym szerzej: jaki jest składnik aktywny, czy ma sens dla Twojej skóry, czy producent pokazuje dane o stabilności i skuteczności, czy opakowanie chroni formułę i czy cały produkt jest po prostu dobrze skomponowany. Bo kosmetyk wygrywa nie jednym modnym słowem, tylko całą formulacją.

Podsumowanie

Liposomy, niosomy, etosomy, transferosomy, nanoemulsje, cyklodekstryny, SLN, NLC, cubosomes czy nanodyski mają jeden wspólny cel: pomóc składnikowi aktywnemu działać sensowniej i stabilniej. Różnią się budową, możliwościami i poziomem zaawansowania, ale wszystkie pokazują jedno – w kosmetyce liczy się nie tylko to, co nakładasz na skórę, ale też w jakiej formie to robisz.

I właśnie dlatego czasem dwa kosmetyki z tym samym składnikiem aktywnym potrafią działać zupełnie inaczej. Nie przez magię. Przez technologię formulacji.

Źródła, na których oparłam tekst

Najważniejsze źródła regulacyjne i przeglądowe to Komisja Europejska i EUR-Lex w zakresie nanomateriałów w kosmetykach oraz aktualne przeglądy naukowe w PubMed i MDPI dotyczące liposomów, etosomów, transferosomów, niosomów, nanoemulsji, cyklodekstryn, SLN/NLC, cubosomes i nanodysków. Najmocniej oparłam tekst na źródłach oficjalnych UE oraz przeglądach z 2023-2025.

Źródła regulacyjne:

  1. European Commission, Nanomaterials in cosmetics
    https://single-market-economy.ec.europa.eu/sectors/cosmetics/cosmetic-products-specific-topics/nanomaterials_en
  2. EUR-Lex, Regulation (EC) No 1223/2009 on cosmetic products – consolidated text
    https://eur-lex.europa.eu/legal-content/EN/TXT/HTML/?uri=CELEX%3A02009R1223-20250501
  3. SCCS, Guidance on the Safety Assessment of Nanomaterials in Cosmetics – 2nd revision
    https://health.ec.europa.eu/publications/sccs-guidance-safety-assessment-nanomaterials-cosmetics-2nd-revision_en

Źródła naukowe:

  1. Huang Z. et al., Liposomes in the cosmetics: present and outlook, International Journal of Pharmaceutics, 2024
    https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/38712581/
  2. Lens M., Niosomes as Vesicular Nanocarriers in Cosmetics: Characterisation, Development and Efficacy, Pharmaceutics, 2025
    https://www.mdpi.com/1999-4923/17/3/287
  3. Ferreira L. et al., Cyclodextrin-based dermatological formulations, European Journal of Pharmaceutics and Biopharmaceutics, 2023
    https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/36395617/
  4. Iskandar B. et al., Herbal nanoemulsions in cosmetic science: A comprehensive review of design, preparation, formulation, and characterization, International Journal of Cosmetic Science, 2024
    https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/39752863/
  5. Kapoor D.U. et al., Polymeric Nano-discs: A Versatile Nanocarrier Platform for Delivering Topical Theranostics, 2024
    https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/39835567/