Mawawo to dla mnie kosmetyczne „złote, a skromne”. Marka nie robi wokół siebie wielkiego hałasu, nie wyskakuje z każdej lodówki, a mimo to ma stałe klientki, które znają jakość tych kosmetyków i wracają po kolejne opakowania. Ja przez kilka lat nie wracałam. Mawawo zwyczajnie zniknęło mi z radaru w natłoku setek innych produktów, które przewijały się przez moje ręce. Aż niedawno marka odezwała się ponownie i mogłam nadrobić kosmetyczne zaległości. I wiecie co? Taka długa przerwa ma jeden plus: można wrócić po latach i naprawdę zobaczyć, co się zmieniło. A tutaj zmieniło się sporo. Zdecydowanie na plus.
No dobrze, ale co z samymi kosmetykami?
Przetestowałam właściwie cały przekrój: oczyszczanie, kremy, pielęgnację włosów, skóry głowy, brwi i rzęs. Największe zaskoczenie? Kremy, które po nazwach obstawiałam jako kandydatów do smarowania łydek, a finalnie bardzo dobrze dogadały się z moją tłustą cerą. Tak więc bierzcie herbatkę i scrollujcie dalej 🙂
Oczyszczanie twarzy: trzy produkty, trzy różne formuły

Zacznijmy od kategorii, w której wcale nie oczekuję fajerwerków. Kosmetyk z tej kategorii ma przede wszystkim skutecznie oczyszczać skórę, nie powodować niepotrzebnego przesuszenia i być na tyle przyjemny w użyciu, żebym faktycznie chciała po niego sięgać.
Witaminowe masło do oczyszczania

To produkt do pierwszego etapu wieczornego, dwuetapowego oczyszczania. Pod wpływem ciepła dłoni jego formuła zmienia się w olejek, który ma rozpuszczać makijaż, SPF i sebum. W składzie znajdziemy m.in. olej słonecznikowy, masło shea, olej z czerwonych owoców pandanowca, olej z pestek śliwki i moringi oraz palmitynian retinylu.
Ładnie rozpuszcza makijaż i filtry oraz nie zostawia skóry z nieprzyjemnym uczuciem przesuszenia. Producent przeprowadził też badanie aplikacyjne na 10 osobach przez 21 dni, w którym wszyscy uczestnicy deklarowali m.in. dobre usuwanie makijażu i SPF.
Moja opinia: dobre, komfortowe masło do pierwszego etapu oczyszczania, super wygodne, higieniczne opakowanie. Łagodne i pielęgnujące cerę.
B12 Beauty Cream Cleanser

Ten produkt jest ciekawszy konsystencją, bo to krem do oczyszczania. W formule znalazły się m.in. lipidy, skwalan, gliceryna, olej migdałowy, witamina B12 i ekstrakt z arbuza. Producent pozycjonuje go jako kosmetyk, który ma oczyszczać skórę bez pozostawiania uczucia ściągnięcia. To będzie super produkt dla każdego typu cery!
Warto wiedzieć – mam tłustą cerę, ale absolutnie nie należę do osób, które uważają, że skóra tłusta powinna po umyciu skrzypieć z czystości, wręcz przeciwnie. Jeżeli kilka minut po oczyszczaniu czuję, że muszę natychmiast nałożyć krem, bo twarz zaczyna się ściągać, to dla mnie nie jest dobrze dobrany kosmetyk myjący.
B12 Beauty Cream Cleanser zostawia skórę miękką i komfortową. Ma zupełnie inne odczucie niż klasyczny żel czy pianka i myślę, że szczególnie mogą go polubić osoby, które po tradycyjnych produktach myjących mają wrażenie przesuszenia.
Moja opinia: bardzo przyjemny, kremowy produkt do oczyszczania, który nie próbuje udowodnić swojej skuteczności poprzez odarcie skóry ze wszystkiego, co na niej żyje. Ponowny plus za wygodne opakowanie, które się sprawdza pod prysznicem.
Wash Me Gently, delikatny żel do mycia twarzy

A dla zwolenniczek klasyki jest Wash Me Gently. Formuła zawiera łagodne substancje myjące, betainę, glicerynę, pantenol, alantoinę, bioferment z bambusa i niewielki dodatek kaolinu, czyli białej glinki.
Tutaj moja recenzja może być wyjątkowo krótka: dobrze myje, nie przesusza, nie komplikuje życia. Uwielbiam używać go rano.
Robi dokładnie to, czego oczekuję od codziennego żelu. Nie potrzebuję od produktu spłukiwanego spektakularnego działania przeciwstarzeniowego, naprawczego i odmieniającego moje życie. Ma skutecznie delikatnie oczyścić skórę z sebum i innych zanieczyszczeń, nie podrażnić, a następnie grzecznie zrobić miejsce dla kosmetyków, które zostają na skórze. Wash Me Gently właśnie to robi.
Co ciekawe, w zweryfikowanych opiniach są również klientki deklarujące wielokrotne powroty do tego produktu. I akurat tutaj zupełnie mnie to nie dziwi.
Krem pod oczy z DMAE

Mam do kremów pod oczy dość pragmatyczne podejście. Nie wierzę, że sam fakt napisania „eye cream” na opakowaniu nagle sprawia, że kosmetyk staje się magicznym urządzeniem do prasowania zmarszczek. Od kremu pod oczy oczekuję przede wszystkim dobrego nawilżenia, komfortu, braku migracji do oczu i współpracy z korektorem.
Tutaj Mawawo zastosowało m.in. DMAE, kompleks Eye’fective™, hialuronian sodu, Hydromanil, pantenol, alantoinę oraz oleje. Producent przeprowadził również sześciotygodniowe badanie aparaturowe na 10 osobach, w którym odnotowano średnio 21% poprawy elastyczności skóry, 10% wzrostu nawilżenia i 8% zmniejszenia głębokości zmarszczek.
Z perspektywy użytkowej najbardziej podoba mi się tutaj lekkość. Krem daje komfort, ale nie tworzy ciężkiej, tłustej warstwy. Dobrze sprawdza się też wtedy, kiedy później chcę zrobić makijaż.
Moja opinia: lekki, komfortowy krem pod oczy, który nie obiecuje mi w codziennym użytkowaniu liftingu chirurgicznego w pompce. I dobrze. Skóra jest w dobrej kondycji, niczego jej nie brakuje, spojrzenie wygląda na wypoczęte. Ogromny plus za opakowanie airless, które uwielbiam!
Serum do brwi i rzęs


To jeden z pierwszych produktów Mawawo, które kupiłam lata temu za własne pieniądze, i jedyny, do którego wracałam później kilka razy. U mnie sprawdza się po prostu rewelacyjnie. Co ważne, nie podrażnia i nie uczula, a przy odżywkach do brwi i rzęs niestety zdarzało mi się to z innymi produktami. Dlatego to jeden z tych kosmetyków, do których naprawdę mam zaufanie.
Przy odżywkach do brwi i rzęs warto pamiętać o jednej rzeczy: włos potrzebuje czasu. Tutaj nie ma sensu oceniać działania po czterech wieczorach. Ale akurat w tym przypadku warto na efekt poczekać.
W serum Mawawo znajdują się m.in. peptydy sygnałowe, ekstrakt z czerwonej koniczyny, amla, niacynamid i biotyna. Producent podaje także średnią poprawę gęstości brwi o 12% po ośmiu tygodniach regularnego stosowania w badaniu aparaturowym.
I właśnie tak podchodzę do tego produktu: jako do regularnej pielęgnacji brwi i rzęs, a nie serum, po którym za tydzień obudzimy się z brwiami Cary Delevingne.
Dużym plusem jest też sama formuła. Serum jest lekkie, nie oblepia włosków i nie robi z brwi sztywnych anten.
Moja opinia: to jeden z moich pewniaków w ofercie Mawawo. Lekki, wygodny w użyciu i, co dla mnie najważniejsze, dobrze tolerowany. Trzeba tylko dać mu czas.
Oczyszczająco-nawilżająca maska do skóry głowy

Bardzo się cieszę, że w pielęgnacji włosów coraz częściej przypominamy sobie o istnieniu skóry głowy. Bo jednak włosy skądś wyrastają 🙂
Maskę Mawawo stosuje się przed myciem, na suchą skórę głowy. W formule znajdują się m.in. gliceryna, hydrolizowane proteiny roślinne, ekstrakt z kamelii japońskiej, beta-glukan z owsa, inulina i alantoina. Producent zaleca pozostawienie jej na 10–20 minut, a następnie umycie włosów szamponem.
Dla mnie to przede wszystkim kosmetyk pielęgnujący i poprawiający komfort skóry głowy, a nie zamiennik mocnego peelingu. Czy maska do skóry głowy jest absolutnie niezbędnym etapem pielęgnacji każdego człowieka? Nie. Czy może być bardzo fajnym dodatkiem, szczególnie kiedy skóra głowy potrzebuje więcej ukojenia i nawilżenia? Jak najbardziej.
Moja opinia: produkt dodatkowy, ale przemyślany. Jeżeli chcecie zadbać nie tylko o długość włosów, ale również o skalp, warto zwrócić na niego uwagę. Szczególnie, jeśli skóra potrzebuje ukojenia, na przykład po wakacjach, basenie itd.
Maska do włosów Blask & Objętość z witaminą B12 i algami


Maska została stworzona przede wszystkim z myślą o włosach cienkich i średniej grubości (czyli jak moje). Zawiera m.in. witaminę B12, ekstrakt z alg, Hydromanil, beta-glukan z owsa oraz ocet owocowy, a jej założeniem jest zwiększenie wygładzenia i połysku bez nadmiernego obciążania włosów.
Działanie naprawdę mi się podoba. Włosy są po niej miękkie, wygładzone i wyglądają dobrze, bez efektu ciężkiej, smętnej firanki.
Ale… Konsystencja maski jest dość zbita i moim zdaniem nie do końca dogaduje się z opakowaniem. Przy nabieraniu i aplikacji zdarza mi się, że kawałek produktu po prostu gdzieś spada. Nie przepadam też za odkręcaniem opakowania, zawsze chlapnie mi się tam ciut wody. Musiałabym kombinować z jakąś łyżką czy szpatułką. Niby detal, ale właśnie takie detale składają się na doświadczenie używania kosmetyku. Dobra receptura jest bardzo ważna. Ale kosmetyk trzeba jeszcze wygodnie zużyć do końca 🙂
Moja opinia: działanie bardzo dobre, szczególnie jeśli zależy Wam na wygładzeniu bez przeciążenia. Za konsystencję w zestawieniu z opakowaniem odejmuję mały punkt za ergonomię. Jednak jeśli nie jesteście tak rozwydrzeni jak ja, może się okazać, że dla Was to żaden problem.
I wreszcie kremy. Największe zaskoczenie całego testu

Kiedy zobaczyłam nazwy: Intensywnie odżywczy krem do twarzy oraz Krem naprawczy z ceramidami pomyślałam mniej więcej: „Świetnie. Będę miała czym smarować suche łydki”.
Mam tłustą cerę. „Intensywnie odżywczy” i „naprawczy z ceramidami” brzmią dla mnie jak dwa eleganckie synonimy zdania: będziesz się świecić jak bożonarodzeniowa bombka. Jednak Mawawo zrobiło mi psikusa – oba kremy okazały się zaskakująco lekkie jak na moc nawilżenia i odżywienia, którą ze sobą niosą 🙂
Intensywnie odżywczy krem do twarzy

W formule znajdują się m.in. peptydy miedziowe, Sodium Ascorbyl Phosphate, czyli stabilna pochodna witaminy C, ekstrakt z wąkroty azjatyckiej, kwas hialuronowy, Hydromanil oraz oleje jojoba i z pestek śliwki. Krem nie zawiera substancji zapachowych i jest zapakowany w airless, co akurat bardzo lubię.
Po składzie spodziewałam się produktu pielęgnacyjnego, po nazwie spodziewałam się ciężaru. Ale dostałam naprawdę przyjemną, lekką formułę, która bardzo dobrze zachowuje się nawet na mojej tłustej cerze.
Nie mam efektu oblepienia ani poczucia, że krem siedzi na skórze i czeka, aż wieczorem go zmyję i to jest ekstra! Jak wiecie, regularnie używam retinoidów, więc kremy dbające o barierę hydrolipidową i łagodzące są dla mnie obowiązkowe dla zachowania równowagi. Zazwyczaj wybierałam kremy nawilżające, ewentualnie z ceramidami w obawie właśnie tego uczucia zaklejenia, które doświadczyłam kilka razy przy innych produktach.
Tak więc warto zapamiętać, że odżywczy nie musi oznaczać ciężki.
Moja opinia: jedno z największych pozytywnych zaskoczeń tego testu. Bogaty skład, bardzo przyjemna formuła i kosmetyk, który pokazuje, że również tłusta skóra może polubić krem nazwany „intensywnie odżywczym”.
Krem naprawczy z ceramidami

Tutaj historia była właściwie identyczna. Ceramidy + „naprawczy” = w mojej głowie natychmiast pojawił się bardzo bogaty krem awaryjny na minus piętnaście stopni. A tymczasem znowu dostałam formułę, którą moja skóra przyjęła bez protestu.
W składzie znajdziemy kompleks pięciu ceramidów, a także składniki emoliencyjne i nawilżające. Samo zestawienie ceramidów z innymi lipidami w kosmetyku jest znacznie bardziej interesujące niż umieszczenie jednego ceramidu gdzieś na końcu INCI i napisanie wielkiego CERAMIDE na kartoniku.
Tutaj receptura naprawdę sprawdza się użytkowo. Krem daje komfort i zostawia skórę dobrze zaopiekowaną, ale nie jest dla mnie ciężkim ulepkiem. Przy mojej cerze widzę go szczególnie w momentach, kiedy skóra potrzebuje trochę więcej wsparcia: przy mocniejszej pielęgnacji aktywnej, retinoidach, przesuszeniu czy okresowym naruszeniu bariery. Stosuję go do wieczornej pielegnacji.
Z opinii również wyczytałam, że jest sporo osób deklarujących powrót do kolejnych opakowań.
Moja opinia: kolejny bardzo mocny punkt oferty. Dobra opcja również dla tych osób, które potrzebują wsparcia bariery, ale nie lubią bardzo ciężkich kremów.
Harmonia Odnowy, krem z retinalem, peptydami i kwasem azelainowym

Trzeci krem jest już typowym kosmetykiem aktywnym.
Harmonia Odnowy zawiera 0,02% liposomalnego retinalu, kwas azelainowy i peptyd Acetyl Hexapeptide-8. W formule znajdziemy też m.in. hydrolat różany, olej z róży, olej jojoba, pantenol i witaminę E. Producent zaleca rozpoczęcie stosowania co drugi wieczór przez pierwsze dwa tygodnie, a następnie, jeśli skóra dobrze toleruje produkt, zwiększenie częstotliwości. W ciągu dnia konieczna jest fotoprotekcja.
0,02% retinalu to nie jest stężenie z kategorii „wypalmy wszystko i zobaczymy, co zostanie”. Bardzo dobrze, bo nie każda osoba potrzebuje zaczynać pielęgnację retinoidami od możliwie najmocniejszego produktu.
Widzę Harmonię Odnowy szczególnie jako propozycję dla osób, które chcą wprowadzić retinal spokojniej albo szukają gotowego kremu aktywnego zamiast osobnego serum z retinoidem i kolejnego produktu pielęgnacyjnego.
Podoba mi się też to, że najważniejszego bohatera tej receptury łatwo zidentyfikować. Retinal jest tutaj dla mnie składnikiem numer jeden. Peptydy czy kwas azelainowy są interesującymi elementami całej formuły, ale nie zamieniałabym ich w marketingową orkiestrę, która zagłusza to, co w produkcie najważniejsze.
Moja opinia: bardzo ciekawy krem dla osób wprowadzających retinal lub szukających wieloskładnikowego produktu do pielęgnacji slow ageing. Plus za wygodne opakowanie airless oraz brak charakterystycznego dla retinalu żółtego zabarwienia (nie brudzi pościeli :)).
NailBooster B12 Pro

NailBooster B12 Pro jest serum do pielęgnacji paznokci i skórek. W formule znalazły się m.in. witamina B12, olej z lotosu oraz kompleks enzymów owocowych. Producent przeprowadził także sześciotygodniowe badania, w których raportował m.in. średni wzrost grubości płytki paznokcia o 9%.
Tyle w teorii. U mnie serum jeszcze czeka na moment, kiedy zdejmę hybrydę ze stóp i będę mogła sprawdzić je w warunkach, które rzeczywiście pozwolą mi coś sensownego powiedzieć o działaniu.
Nie chcę pisać recenzji kosmetyku do paznokci po kilku przypadkowych aplikacjach tylko dlatego, że trzeba domknąć artykuł. Dlatego ten wpis zaktualizuję po pełnym przetestowaniu NailBoostera i na pewno dam Wam znać, jak się u mnie sprawdził.
Na dzisiaj pozostaje w kategorii: ciekawa formuła, ale ocena dopiero po teście.
Czy kosmetyki Mawawo są warte uwagi?

Po tym powrocie do marki? Tak.
W obecnym Mawawo najbardziej podoba mi się połączenie starannie projektowanych receptur z właściwościami użytkowymi. Największe odkrycie tego testu to zdecydowanie kremy. Intensywnie odżywczy i naprawczy z ceramidami kompletnie rozjechały moje wyobrażenie o tym, jak będą zachowywały się na tłustej skórze. Czuć, że kosmetyki mają też w większości świetnie dobrane konsystencje do opakowań. Wysokiej jakości opakowania airless, które dozują dokładnie tyle produktu, ile potrzebujesz i dbają o to by krem nie tracił swoich właściwości to dla mnie ogromna wartość dodana.
Posypuję głowę popiołem i będę baczniej śledzić nowości, które wypuszczają. Bo jest to polska marka, którą zdecydowanie warto znać.
Informacja o współpracy
Produkty opisane w artykule otrzymałam w prezencie od marki Mawawo do testów. Publikacja nie jest płatną współpracą, a wszystkie opinie i oceny są moje.
