Uroda

Nienaturalne serum? Szok! Recenzja Estée Lauder Advanced Night Repair

10 marca, 2021
Serum Estee Lauder advanced night repair

Muszę się do czegoś przyznać. Dobrych kilka miesięcy temu przyszła do mnie przesyłka – niespodzianka z kultowym produktem marki Estée Lauder – serum naprawczym, które przeciwdziała oznakom starzenia. Tak, to już ten czas! Prawie 34 lata na karku, pierwsze zmarszczki i zmieniający się owal twarzy da się zauważyć… Łypnęłam na nie złowrogo i schowałam do szafki z zapasami. Oczywiście z góry założyłam, że skoro nie jest to kosmetyk naturalny to i skład nie jest warty uwagi… Myliłam się!

Moment otrzeźwienia przyszedł po tym, jak u Magdy @racjapielegnacja, która jest chemiczką kosmetyczną i formulatorką zobaczyłam post porównujący serum Estée Lauder z innym serum, które mam na liście „do kupienia”. Dopiero ten post otworzył mi oczy i pozwolił spojrzeć na kosmetyk bardziej łaskawym okiem. Bo wcześniej, traktując go kompletnie po macoszemu, nawet nie zapoznałam się ze składem! Doceniam, że istnieją takie osoby jak Magda i mają czas dzielić się z nami cenną, profesjonalną wiedzą. Zwróciła Ona moją uwagę na wiele aspektów związanych ze składami kosmetyków. Wiedza i nauka oparta na faktach przede wszystkim. Bardzo polecam zaobserwować ten profil, jeśli jeszcze tego jakimś cudem nie robicie.

Wracając do serum… moja opinia odnośnie jego działania poniżej. Od razu zaznaczam, że jest to wstępna opinia bo kosmetyku używam dopiero 3 tygodnie. Zauważyłam jednak obiecane przez producenta efekty, dlatego postanowiłam się z Wami tym podzielić. Serum Estée Lauder używam raz dziennie, rano, bo wieczorem aplikuję zazwyczaj coś z kwasami czy o działaniu przeciwtrądzikowym. O serach do cery trądzikowej i możliwościach ich łączenia napiszę za jakiś czas osobny wpis.

Do składu postanowiłam nie nawiązywać, bo wszystko jest na Magdy IG, a ona jako profesjonalistka zrobiła to perfekcyjnie. Ja się skupię na tym jak zadziałało na skórę.

Estée Lauder Advanced Night Repair Synchronized Multi – Recovery Complex

  • serum ma formułę beztłuszczową, więc nie wpłynęło na pogorszenie stanu mojej trądzikowej cery,
  • kompatybilne z kremami do twarzy,
  • zauważalnie wygładza i napina skórę,
  • niweluje drobne zmarszczki,
  • jest dodatkowym nawilżaczem,
  • optycznie sprawia, że cera lepiej wygląda,
  • w moim odczuciu po aplikacji delikatnie lepi się na skórze, ale zawsze na serum i tak idzie krem, więc nie ma to większego znaczenia,
  • nie ma zapachu, co dla niektórych będzie plusem, dla innych minusem,
  • wygodna buteleczka z pipetą ułatwia precyzyjne dozowanie,
  • kosmetyk wydajny, obstawiam że buteleczka wystarczy na pół roku codziennego stosowania .

Cieszę się, że miałam okazję przetestować ten kultowy kosmetyk, bo jedno jest pewne – sama bym go nie kupiła.

Nie chcę teraz przekonywać Was do kupienia tego czy innego kosmetyku, tę decyzję każdy musi podjąć sam czy warto. Chodzi o fakt nieco luźniejszego podejścia do składów. Wszystkie kosmetyki wprowadzone na nasz rynek muszą być przebadane i spełniać określone normy. Każdy kosmetyk jest bezpieczny, a składniki uznawane za kontrowersyjne występują w dozwolonych, często śladowych ilościach. Poza tym jeśli raz na czas użyjemy czegoś z listy „kosmetyków nienaturalnych” naprawdę nic złego się nie stanie. Nie dajmy się zwariować 🙂

I nie, nie przeszłam na „złą stronę mocy”, dalej w pierwszej kolejności będę sięgała po kosmetyki naturalne, bo jeśli można unikać kontrowersyjnych składników, to czemu nie. Zwłaszcza, że wybór na rynku kosmetycznym jest ogromny!

No Comments

Leave a Reply